Swoje obrazy nazywa dystopijnym romantyzmem. Jest w nich smutek i samotność, ale też czarny humor – mówi Julia Medyńska

Swoje obrazy nazywa dystopijnym romantyzmem. Jest w nich smutek i samotność, ale też czarny humor – mówi Julia Medyńska

Artyści

Julia Medyńska komponuje obrazy jak reżyser filmowe kadry. Czasem powstaje thriller, czasem kryminał, a bohaterowie nigdy nie są jednoznacznie dobrzy ani źli.

reklama

Z Julią Medyńską, malarką, rozmawia Staszek Gieżyński.

Pani obrazy wywołują we mnie pewien niepokój: mroczna tonacja, rozedrgane portrety, tajemnicza martwa natura…

Niektórzy odbierają moje prace jako ponure i smutne, zdarzało mi się słyszeć, że nie powinnam tak malować. Albo pytania, dlaczego one są takie czarne. Przecież najlepiej byłoby zmienić tło na turkusowe (śmiech). To jest pierwsza warstwa, smuci mnie, gdy ktoś nie chce wchodzić głębiej w te opowieści. Nie chcę szokować, ale dobrze, jeśli wywołają dreszczyk. Są alegoriami i małymi filmikami, baśniowymi opowieściami. Jest w nich smutek i samotność ale też czarny humor, można się z nich pośmiać. Ja moje malowanie nazywam „dystopijnym romantyzmem”.
 

Julia Medyńska malarstwo
Julia Medyńska, „Skin as White as Snow ”, 2021

To są echa osobistych przeżyć?

Gdy studiowałam sztukę na Columbia University, nie było zwyczaju wczytywania się w biografię artysty. Nikt się nie zastanawiał nad prywatnym życiem Cezanne'a, by zrozumieć, dlaczego tak akurat malował. Uważam, że jeśli coś będzie osobiste, to będzie również uniwersalne. Nie unikniemy wpływu, jaki ma nasza kultura czy dzieciństwo. Na moich obrazach pojawiają się motywy religijne, bo wychowały mnie babcia z mamą, wszędzie były Madonny, w domu leżała Biblia. Jestem też nauczona, że nie pokazuje się obcym ludziom prawdziwej twarzy, więc motyw maski, niewyraźnego portretu powraca w moim malowaniu.

Maska to rekwizyt aktora, a pani jest aktorką…

Uczyłam się aktorstwa w Nowym Jorku, dopiero potem poszłam na studia malarskie. Aktorstwo uczy, jak człowiek działa, dlaczego ma w sobie smutek czy różne cechy charakteru. Mój dziekan powiedział: „jesteś z aktorstwa, a my robimy obrazy”. Zdałam sobie sprawę, że rzeczywiście chcę przełożyć to, co dzieje się w filmie, na płótno. Film składa się z kadrów, więc zaczęłam się im przyglądać, patrzeć, jak działa światło. Wszystko zawsze sprowadza się do światła. Uczyłam się więc fotografii i drzeworytu, a w malarstwie odkryłam technikę laserunku, ona oddawała ten filmowy klimat, który uwielbiam u von Triera czy Aronofsky'ego.

Julia Medyńska artystka
Julia Medyńska w swoim atelier
Julia Medyńska malarstwo
Julia Medyńska „Summer flowers”, 2018
Julia Medyńska obrazy
Julia Medyńska „The Dream”, 2021

Jaka jest różnica między pracą aktora a malarza?

Aktor czeka na wymarzony scenariusz. Wiem, jak to jest, bo mój mąż pracuje w zawodzie. Przychodzą teksty, a potem bywa rozczarowanie, że to nie to. A ja żyję w swoim świecie, nie muszę o nic prosić. Idę do piwnicy, mieszam farby i opowiadam swoją historię.

Maluje pani w piwnicy?

Teraz akurat tak, ale jestem w stanie pracować wszędzie. Malowałam w upale na tarasie w Teksasie i w wyziębionym garażu pełnym pająków w Londynie. W kaloszach i skarpetkach, bo mi wyłączono ogrzewanie. Wciąż szukam idealnej techniki i idealnego kadru, bo nudzi mnie robienie tego samego, tak jak aktor nie chce wciąż grać jednej roli.

W pani obrazach widać fascynację malarstwem barokowym. Skąd się wzięła?

Po sztywnych, religijnych obrazach renesansu barok to spektakl, emocjonalna przesada, no i znakomite światło. Można powiedzieć, że to fajna propaganda i dobry branding: zamiast grzecznych ikon – anioły i Madonny w ekstazie. To było pierwsze kino!

Kontakt z artystką: juliamedynska.com

ZDJĘCIA: archiwum artystki, Obrazy na otwarcie: „The Search”, 2021, „The Neighbors”, 2024