Retro wzory Lisy Bengtsson

Design

Ławice śledzi i diamenty, kaskady róż i zebry na wysokich obcasach. Takimi motywami bawi się Lisa Bengtsson. Szwedka z pazurem w przebraniu nobliwej ciotki.

O młodej projektantce szybko zrobiło się głośno. Wszystkiemu, co kojarzymy ze spokojnym stylem skandynawskim, powiedziała „nie”. Figlarnie i stylowo. Jej projekty zapadają w pamięć, nawet jeśli widziało się je tylko w przelocie. Dzikie kolory, barokowy horror vacui i motywy zmiksowane metodą kolażu jak w najlepszych dziełach surrealistów przenosi na poduszki, plakaty, ręczniki kuchenne, porcelanę lub kartki pocztowe. Kwiaty? Owszem, ale nie grzeczne, kobiece, poukładane, tylko takie, po których spaceruje mucha. Zwierzęta? Z kokardami albo w szpilkach.

Aż dziw bierze, że jej talent dojrzewał z dala od metropolii – wśród lasów i jezior szwedzkiego miasteczka Gnosjö. Świat usłyszał o Lisie Bengtsson, gdy kończyła studia w Wyższej Szkole Komunikacji w Sztokholmie – pokazała wtedy tapetę Familjen, swoją pracę dyplomową. Czarno-biały wzór przedstawiał… puste ramki do obrazów. Tylko tyle i aż tyle. Ramki wprost prosiły się, by wklejać w nie pamiątkowe zdjęcia rodzinne – w kilka chwil można było przenieść domowe archiwum na ścianę. Bez wbijania gwoździ, wycinania passe-partout czy wizyty u szklarza. A to się liczy w epoce, kiedy nie ma wiele czasu na przyjemności. Tapeta, poza tym, że pomysłowa, zapowiadała też okraszony ironią i humorem styl Lisy. Kojarzył się ze starymi fotografiami odbitymi na dogorywającej kserokopiarce. Nie było w nich światłocienia.

Lisa to niespokojny duch. Zaraz po studiach pracowała w redakcji dziennika, potem wyjechała na kilka miesięcy do Włoch, aby asystować pewnemu artyście i nauczyć się języka. Po powrocie założyła własne prężne studio projektowe. Ale chyba mało interesują ją trendy w dizajnie. Zapytana o inspiracje, nie rzuca nazwiskami. Za to uwielbia stare ilustracje książkowe, grafiki i lekko przykurzoną atmosferę antykwariatu.

W jej pracach jest coś uroczo przedwojennego, a zarazem awangardowego, także w sposobie łączenia różnych motywów. Wydaje się, że wszystko robi ręcznie, używając nożyczek, a potem to koloruje. I choć ma swoje ulubione kolory – burgund, wypłowiały oranż czy nieco sprany kobalt – najczęściej wierna jest czerni, która przebija wszystko. Jakby była woalką, przez którą młoda artystka niczym wesoła wdówka zerka na świat.


Tekst: Beata Majchrowska
Zdjęcia: Studio Lisa Bengtsson, serwis prasowy firmy Mairo
Produkty można kupić m.in. w sklepie www.kapibara.com.pl

reklama