Ma gdzieś ze sto lat i mógłby opowiedzieć niejedną historię. Był letniskiem, potem przypominał pegeerowskie pole, innym razem rozkwitł znienacka tysiącem tulipanów.
Siedemdziesiąt lat temu ojciec Dody, przedsiębiorczy ekonomista, kupił kilkuhektarowy ogród z piękną willą w Brwinowie. Miała to być tylko letnia rezydencja – familijny eden. Niestety, plany pokrzyżowała wojna i w 1943 roku cała rodzina, szukając schronienia, sprowadziła się tutaj na stałe. Los im jednak nie sprzyjał.
Najpierw wojna, a potem PRL zmusiły seniora rodu do zamknięcia rodzinnych firm, a to natychmiast fatalnie odbiło się na kondycji willi i ogrodu. Zaczęły mocno podupadać. Po śmierci seniora rodu było już tak źle, że park bardziej przypominał pegeerowskie pole niż piękny ogród.
Jakiś czas potem Doda i jej mąż Jurek Czurajowie, dobrze wykształceni, ale słabo zarabiający naukowcy chemicy, wpadli na pomysł pewnego interesu. Doda odziedziczyła właśnie jedną trzecią ojcowskiego majątku, czyli dokładnie trzy i pół tysiąca metrów kwadratowych ziemi, na której postanowili hodować kwiaty cebulowe sprowadzane z Holandii. Wtedy w ogrodzie zaroiło się od kolorowych krokusów, tulipanów, hiacyntów i narcyzów. Niestety, gdy upadła komuna, upadła również ich firma. Odtąd ogrodem zajmują się już tylko hobbistycznie. Czurajowie traktują go jak dom, a każdą jego część jak osobny pokój.
Mają stare oczko wodne, które kiedyś było basenem i ze względu na tę kąpieliskową przeszłość znajduje się na wszystkich mapach kartograficznych Brwinowa i okolic. Jest też dużo karmników dla ptaków, które tłumnie tu przylatują. Gospodarze musieli nawet na szybach werandy nakleić rysunki sokołów, bo gołębie, szpaki, kosy i sójki rozbijały się o okna.
Jest skalniak, który pozwolił Dodzie pofolgować słabości do kamieni sprowadzanych z całej okolicy i zagranicznych podróży. Najcięższy przywieźli specjalnym dźwigiem robotnicy, którzy kopali w Brwinowie kanalizację. Waży kilka ton.
Są też rośliny – pamiątki z podróży państwa Czurajów: palma zimująca na werandzie, bugenwille z Algieru, które, gdy robi się chłodniej, też znajdują schronienie w domu. Jest również skansen narzędzi rolniczych. Doda z Jurkiem przywożą je najczęściej z targu w Kazimierzu Dolnym. Najstarsze mają ponad sto lat, na przykład drewniana socha.
Wszystko to można podziwiać, spacerując osiemdziesięciometrową aleją. Właścicielom najczęściej podczas takiej przechadzki towarzyszą psy: Sonia, Rosa, Cziko i Pepe.
Gdy Doda patrzy na ogród, zawsze powtarza: – Kiedyś z niego żyliśmy, teraz żyjemy z nim. Sporo razem przeszliśmy.
Tekst: Patryk Grycewicz
Fotografie: Małgorzata Sałyga, Mariusz Purta
reklama