Ogród w angielskim stylu

Każdy, kto tu zajrzy, ma podobne wrażenie, że przeniósł się na spokojne londyńskie przedmieście. Do jednego z tych ogrodów, gdzie trawnik koszony jest od stu lat, a pośród rabat z szałwią i floksami uwija się ogrodnik w spodniach na szelkach i w kapeluszu.


Jeśli uda wam się kiedyś odwiedzić ten ogród, możecie być pewni, że właścicielka – pani Barbara Durowicz – poczęstuje was najlepszą angielską herbatą i owocową tartą własnego wypieku. To już dziesięć lat, jak przyjechała tu z Anglii. Działka nie była zbyt atrakcyjna, ot zwykły prostokąt przyklejony do szeregowej zabudowy. Ale pani Barbara od razu wiedziała, jak go zagospodarować. Wzorem były brytyjskie cottage gardens, popularne w czasach elżbietańskich, czyli niewielkie ogródki przy wiejskich willach, gdzie uprawiano warzywa, zioła i kwiaty. Ponieważ brakowało miejsca, Anglicy sadzili rośliny bardzo gęsto. Z pozoru mogło się wydawać, że jak popadnie, ale w rzeczywistości wszystko mieli starannie przemyślane.


Pani Barbara poszła tym tropem, a żeby wprowadzić trochę ładu, rabaty uporządkowała kolorystycznie – najbardziej lubi rośliny kwitnące w zimnych barwach, więc w ogrodzie dominują biel, fiolet, błękit i róż. – Problem tylko w tym, że w Polsce trudno dostać angielskie odmiany. Dlatego sama je wysiewam z nasion brytyjskiej firmy Thompson & Morgan. Pomaga mi też zaprzyjaźniona szkółka bylin Dobre Pole koło Poznania: dostarczam nasiona, a po jakimś czasie odbieram gotowe sadzonki – opowiada. Jej największa duma to sprowadzona z Anglii szałwia transylwańska – wysoka, z niebieskimi kwiatami i mocno pachnącymi liśćmi. Hoduje też ostróżki ogrodowe, orliki, naparstnice purpurowe (rosną dziko w naszych lasach), dzwonki, maki i pysznogłówki. Na rabatach dostrzeżemy begonie i petunie.

Można by tak wymieniać bez końca. Kwiaty dosłownie wdzierają się przez okna. Tym bardziej że wejście do domu znajduje się poniżej poziomu trawnika. Zresztą cały ogród raz wznosi się, to znów opada, a przez kolejne "pokoje" prowadzą ścieżki opasane niskimi murkami z żółtego granitu. Co rusz schodki, nieduże placyki – już dawno pokrył je mech, dzięki czemu ogród jeszcze bardziej przypomina angielskie cottage gardens. Choć mały, znalazło się w nim miejsce na oczko wodne otoczone klinkierowymi cegłami, na tyle głębokie, że ukochane przez panią Barbarę lilie nie marzną zimą, bo schowane są pod lodem. W stawie zamontowana jest fontanna.

Jak przystało na prawdziwie angielski naturalny ogród, działkę zamyka leśny zakątek położony na lekkim wzniesieniu, otoczony żywotnikami, wysokimi krzewami derenia, choinami i świerkami. Prowadzą do niego szerokie kamienne schody poprzerastane kępami bluszczu, żurawkami, krzewami mahonii i róż. Pośrodku betonowa rzeźba dziewczyny z dzbanem opleciona malowniczo powojnikiem.

Jeszcze tylko huśtawka i radosny śmiech dzieci, a poczujemy się jak w "Tajemniczym ogrodzie" Frances Burnett.

Tekst: Zbigniews Pachulski
Zdjęcia: Joanna Kossak (współpraca Barbara Przasnyska), Karolina Migurska (współpraca Krzysztof Migurski)

Nr 9 (117/2012)   

reklama