Gabinet nie tylko dla mężczyzny

Meble i wyposażenie

Kiedyś był królestwem mężczyzn. Dziś gabinet to już nie tylko miejsce pracy, ale i intymny kącik, w którym można miło spędzać czas.

Gabinet kojarzył mi się zawsze z dużym, ciemnym pomieszczeniem wypełnionym skórzanymi meblami – takie prywatne biuro, odizolowane od reszty domu, w którym załatwia się interesy i przyjmuje oficjalnych gości. Za ciężkim, solidnym biurkiem siedzi Pan Domu, a rodzina chodzi na paluszkach, żeby nie przeszkadzać mu w pracy. Centralne miejsce zajmuje biurko: inkrustowany kabinet (z wł. stipo) – zamykana szafka z tajnymi skrytkami na dokumenty i biżuterię lub XVIII-wieczne biurko kolbuszowskie z wysuwanym blatem wyłożonym zieloną skórą. Moje wyobrażenie gabinetu było jednak dość stereotypowe.

Joanna Pazik z galerii mebli Fabryka Wnętrz uważa, że ciemne gabinety z masywnymi meblami odchodzą w przeszłość. – Zauważyłam, że klientom podobają się złamane beże i biele, lekkie meble przetarte na krawędziach – mówi. Twierdzi też, że gabinet nie jest już wyłącznie domeną panów. Bardzo popularne stały się gabinety kobiece, urządzone przy sypialni, z małym, zgrabnym sekretarzykiem, przy jakim niegdyś damy pisały romantyczne liściki.

Gabinet otwiera swoje podwoje również dla pań, bo zmieniła się jego rola. – Przestaje kojarzyć się wyłącznie z pracą – mówi Joanna Pazik. – To prywatny kącik, w którym możemy zająć się swoimi sprawami: napisać w spokoju list albo poczytać książkę; słowem, spędzić miło wolny czas wśród osobistych rzeczy, z którymi jesteśmy związani emocjonalnie – dodaje. Sugeruje więc, by na regałach i w biblioteczkach ustawić eleganckie albumy, trofea z podróży, pamiątkowe zdjęcia i kolekcje bibelotów.

Podczas gdy salon jest dla wszystkich członków rodziny, gabinet możemy urządzić po swojemu – na sposób orientalny, japoński czy klasyczny, jak nam się żywnie podoba. Ważnym meblem będzie wygodna berżera – niski fotel z wysokim oparciem, w której oddamy się interesującej lekturze. A największe pole do popisu dadzą nam przeróżne akcesoria: nożyki i przyciski do papieru, kryształowe podstawki na wieczne pióra i eleganckie lupy z mosiężnymi rączkami. Na ścianach zawieśmy reprodukcje starych map, czarno-białe zdjęcia lub herbarium z łacińskimi nazwami roślin.

Gdy na gabinet nie możemy przeznaczyć osobnego pokoju, dobrym pomysłem będzie wygospodarowanie części salonu, wykorzystanie wnęki lub miejsca pod oknem. Granice takiego kącika muszą być jednak zawsze bardzo wyraźnie zaznaczone. Fatalnym zwyczajem jest rozkładanie dokumentów na kuchennym blacie, na stole w salonie lub jadalni. Wprowadza to chaos i jest uciążliwe dla pozostałych domowników.

Pamiętam, jak wpadłam kiedyś na kawę do znajomych i nie miałam nawet gdzie przysiąść (nie mówiąc już o postawieniu filiżanki), bo fotele i sofę okupowały wszędobylskie papierzyska. A przecież żaden problem zamówić dziś gabinet na miarę. Nie potrzebujemy na przykład bardzo szerokich biurek, bo korzystamy głównie z laptopów, które zajmują mało miejsca. A szafy biblioteczne znakomicie zastąpią półki, które można pociągnąć pod sam sufit – do tej najwyższej sięgniemy, wspinając się po wąskiej drabince, która nada wnętrzu gabinetowy charakter. Grzbiety książek stworzą zaś przytulną atmosferę i odróżnią nasz kącik od reszty salonu.

Gabinet nie jest już miejscem, w którym załatwia się interesy, a po posiłku zaprasza męską część biesiadników na cygaro i dyskusje o polityce. Dzisiaj pozostaje on pomieszczeniem uprzywilejowanym, do którego obcy mają zakaz wstępu. Jest naszą oazą spokoju, gdzie zapominamy o uciążliwym dniu w pracy i piętrzących się obowiązkach.


Tekst: Monika A. Utnik
Fotografie: archiwa firm

reklama